Specyfika pomorskiej drogi do Niepodległej jest zupełnie inna niż w innych częściach naszego kraju. Z czego wynikała ta odmienność? – Na pewno różnił nas sposób wchodzenia do Niepodległej. Celowo mówię „wchodzenia", a nie prostego „przyłączenia". Mówimy bowiem nie o powrocie Pomorza do Polski, ale o powrocie Polski na Pomorze – zaznacza prof. Cezary Obracht-Prondzyński.

 

Wspomniany „powrót Polski na Pomorze" był procesem rozłożonym w czasie. – W końcu 1918 roku powstaje wolna Rzeczpospolita i pojawia się szansa, aby realnie zacząć o tym mówić. Zwłaszcza, kiedy wybucha powstanie w Wielkopolsce i duża część mieszkańców Pomorza przedziera się przez kordon graniczny i idzie do walki. Potem jest rok 1919, w którym na poziomie międzynarodowym rozstrzygają się kluczowe kwestie dotyczące przyszłości naszego regionu. Coraz bardziej oczywiste staje się, że władza niemiecka się kończy. Natomiast dla elit polskich rzeczą niewyobrażalną byłoby odrodzone państwo bez dostępu do morza. Wtedy to powstają pierwsze zalążki polskiej administracji na Pomorzu. I w końcu przychodzi rok 1920. W styczniu i lutym wkracza wojsko polskie, następuje oficjalne przejęcie władzy.

 

Jednocześnie pojawił się problem realnego wytyczania nowych granic. Już nie na mapie, ale w terenie. Na Powiślu organizowany jest plebiscyt. Dochodzi też do różnego rodzaju konfliktów, m.in. w sprawie Nadola nad jeziorem Żarnowieckim czy tzw. wojny palikowej na Gochach. – Nagle pojawia się granica państwowa, której od ponad stu lat nikt już nie pamiętał. Następuje przecięcie szlaków komunikacyjnych, załamanie się rynku pracy. Rok 1920 to początek zupełnie nowych porządków ekonomicznych, a trzeba pamiętać, że warunki powojenne były dramatycznie złe.

 

Niestety rok 1920 przyniósł mieszkańcom Pomorza rozczarowanie. Przede wszystkim spowodowało je zachowanie wojska polskiego. – Gdy witano armię generała Józefa Hallera, to było dla wszystkich ogromne przeżycie. Niestety zaraz potem w prasie pomorskiej pisze się, że wojsko „wzięło Pomorze w arendę", czyli że właściwie traktuje je niemal jak kraj podbity.

 

Niebawem przyszło także rozgoryczenie związane z postępowaniem nowych władz. Przykładem niech będzie decyzja o zrównaniu waluty polskiej z niemiecką. – Pomorzanie uważają, że zostali wtedy po prostu obrabowani. W realiach powojennych pieniądz niemiecki był o wiele silniejszy od polskiego. Natomiast zrównanie marki niemieckiej z marką polską oznaczało, że na Pomorze przyjeżdżać zaczęli ludzie, jak to mówiono „zez Warszawy", i właściwie za te same pieniądze kupowali własność czy majątek nieporównywalnej wartości.

 

Przez cały ten czas nie ginęła jednak nadzieja, a przede wszystkim radość, dzisiaj by nam się wydawało z banalnej rzeczy jaką jest polska szkoła. – Literacki język polski, zwłaszcza w niższych warstwach społecznych, był znany z kościoła, polskiej prasy i literatury, ale z pisaniem był już kłopot. Bardzo wielu ludzi mówiło tylko po kaszubsku albo różnymi gwarami. Brakowało polskich nauczycieli, do tej pory uczono przecież tylko języka niemieckiego. Ale jednak zaczyna funkcjonować polska szkoła i na Pomorzu jest to wielki przełom.